So little time.

~  . . .  ~

Witam, witam. Od razu zaznaczam, że jestem tu tylko na chwilę, tego posta najprawdopodobniej usunę lub zmienię, a w najbliższych dniach opiszę wszystko co mi do głowy przyszło.

Ze spraw przyziemnych:
Egzaminy. Tak, jestem w III gimnazjum i obecnie zakończyłam pisanie matury gimnazjalnej z przedmiotów humanistycznych i ścisłych. Dlaczego matury? Bo od tradycyjnej matury różni się to tylko egzaminem ustnym. Poziom jest nawet podobny. Wcale nie podoba mi się fakt, iż należę do rocznika eksperymentalnego. I solidarnie współczuję wszystkim innym trzecioklasistom.

Kilka słów o części humanistycznej. Jeśli jedna rzecz jest łatwa, to druga musi nader przewyższać poziomem tą drugą. Tak było przy historii i wosie. Nielogiczne i niesprecyzowane pytania. Matma w wosie.. zawsze spoko. Przesadzili ze szczegółami. Za to polskiego lepszego nie mogłam sobie wymarzyć. Temat rozprawki na poziomie dopuszczającym, ale o to w tym chodziło. Jestem zadowolona, bo pomysł miałam od razu. Reszta od strzału. 

Podobna sytuacja ma się w przedmiotach ścisłych. Fizyka u mnie nigdy nie była mocną stroną, a poszła mi lepiej od geografii. Jedno zadanie z geo całkowicie opierało się na matematyce [obliczanie czasu erozji gleb]. Nie łatwiej było dać coś o klimacie? Nie bo po co... Biologia na poziomie średnim, chemia banał. I muszę przyznać, że najbardziej bałam się matmy. I miło się zaskoczyłam. Podczas gdy na próbnym wszystkie zadania otwarte zostawiłam nieruszone, teraz nie miałam problemu z dwoma. Jedno całkowicie opisałam słownie, przez co mogło nie wyjść tak jak chce klucz, ale tok rozumowania był odpowiedni. Zamknięte na poziomie dopuszczającym i średnim. Kamień z serca mi spadł po tej matmie. Wyniki sprawdzę już później.

Jutro język obcy [angielski] podstawa i rozszerzenie. Jeśli znów nie wyjadą z czymś 'ciekawym' to nie mam wielkich obaw. Rozszerzenie i tak się nie liczy, choć na profilu na który się wybieram będą na nie patrzeć. Zawsze też watro jest się sprawdzić. Dziś na dodatkowym angielskim będziemy przerabiać xyz testów, więc w domu nie powtarzam już nic. Za dużo się nasiedziałam nad książkami.

I muszę przyznać, że rozszerzony czas był bardzo pomocny. Uratował tą piękną matmę i pomógł przy rozprawce. A i pisze się zdecydowanie lepiej niż na hali wśród 82 uczniów. Mniej ludzi, ciszej, można się skupić no i nie jest zimno. Lubię.

Na zdjęciach do tabla wyszłam tragicznie, ale nie mam zamiaru wisieć na ścianie i straszyć małych dzieci moim uśmiechem. Powaga love ♥

~  . . .  ~

Przepraszam, że nie odpisuję na wiadomości. Egzaminy. Zrobię to w ten weekend.
Tęskniłam/tęsknię Hime ♥ Nie wiem czy to czytasz... Trzymałam kciuki za Twoje egzaminy.

Poniedziałkowy spacer... pierwszy raz od dłuższego czasu wyszłam z kimś gdziekolwiek. Spontaniczność ma swoje plusy jak i minusy. Ale o tym w innym kontekście i kiedy indziej. Nie chcę teraz o tym myśleć. O niej...

listening to:
~ X Japan - Jade


Wake Up! Mother Fucker

~  . . .  ~

Poznawanie nowych dyskografii: ciąg dalszy.

Dziś na tapetę biorę J [Jun Onose]. Znam go już trochę, jednak dopiero wczoraj znalazłam chwilę na przesłuchanie większej ilości utworów. Swoją drogą to pseudonim wymyślił sobie tak zajebisty, że szukanie jego muzyki zajmuje całkiem sporą ilość czasu. Ale o dyskografii dopiero za chwilę.
Jego muzyka... Kto słuchał LUNA SEA zapewne po pierwszym jego usłyszeniu trochę się zdziwił. Całkowicie inne brzmienie. Ostrzejsze, wyraźniejsze. Jego zachrypły i nieczysty wokal idealnie wpasowuje się w linię basu, dźwięk gitar i rytm perkusji. Słychać, że lubi eksperymenty i dobrze bawi się tworząc muzykę. A robi to genialnie. Przejścia, szybsze i wolniejsze frazy...
Osobiście zaczęłam od Black Line Beast [LIVE]
Potem trafiłam na live z -BUDOKAN- i z miejsca się zakochałam.
Feel Your Blaze [LIVE] to cudo pod każdym względem. Uwielbiam takie piosenki. Uzależnienie od wczoraj. 
Przy Die for You [LIVE] odpływam wystukując rytm na wszystkim czego się dotknę.
SONG OF ETERNITY [nie mogę znaleźć linka] to obecnie dla mnie wszytko.
A z łagodniejszych Walk Along [PV] to też cudo.

Znalezienie jego dyskografii graniczy z cudem. Niby jest na filetram, ale bez konta się nie obejdzie. Torrenty nie działały. Jedynie chomikuj mnie poratowało. Warto było poświęcić transfer. Singli jednak nie udaje mi się znaleźć w dalszym ciągu. W sumie to nie potrafię określić która z płyt jest najlepsza. Nie mam jeszcze całkowitego oglądu. Słucham wszystkiego po kolei i muszę przyznać, że z J jeszcze długo pozostanę. Poszukiwałam czegoś o podobnych brzmieniach. Osobiście polecam przesłuchanie.

Dodam, iż oglądając koncerty strasznie zazdroszczę ludziom na nich będącym. Ile można by dać, żeby poczuć taką energię.. Z resztą kto widział, ten wie. J idealnie porywa publiczność.

 a oto i pan J
jeden z lepszych basistów jakich znam.

Swoją drogą to poznałam go przez slash [jak większość] i muszę przyznać, że sparowanie go z Sugizo to chyba najlepszy motyw opowiadań jaki obecnie dla mnie istnieje. Chyba sama coś napiszę. Oni idealnie nadają się na coś ostrzejszego.

~  . . .  ~

A tak ode mnie, to informuję, że znikam na ponad tydzień. Moja mama wymyśliła cudowny pomysł odcięcia mnie od internetu na tydzień przed egzaminami. Może to nawet i lepiej... zarówno ze względu na same egzaminy jak i mój obecny stan. Wiem, że pogłębię jeszcze bardziej swoje zaległości, ale chyba na dobre mi wyjdzie...

Tymczasem 'nie czuję się'. Co i jak... wie o tym tylko jedna osoba. I nich póki co tak zostanie. Żałuję...może trochę.

Jutro cały dzień z muzyką w uszach. Będę miała w szkole wszystkie przerwy na przesłuchiwanie części dyskografii Kiyoharu. Taak. Wczoraj też na niego trafiłam. SADS znam już też trochę ale jego solowy projekt mnie ciekawi. No i muszę przyznać, że wygląda na pewno nie na ponad 40 lat.
  
I przy okazji głosujcie na tego debila z Must Be The Music! Zwie się on Tomasz Madzia i jest mi dobrze znany so... Wspieramy cię wieki wirtuozie gitary! Lans Jasienicą na całą Polskę ;D
 listening to:
 ~ J - Black Line Beast
~ J - SONG OF ETERNITY

' Changes? Do not make me laugh. '

~  . . .  ~

Zastanawiają mnie ostatnie zmiany w otoczeniu. w ludziach, w celach, w sposobie postrzegania świata. Jak łatwo zmieniać nagle zdanie o 180 stopni. Ja rozumiem, że ludzie szukają. Szczególnie ci w wielu zbliżonym do mojego. Ale żeby przewartościowywać większość dotychczasowych wyborów? Wydaje mi się być to dziwnym. Patrzę ostatnio na zjawisko wyboru szkół przez innych. Ok, ok. Dla większości jest za wcześnie, ale to jest ich problem do jasnej cholery. Nikt prócz nich samych nie odpowiada za fakt, iż łatwiej im było nie przejmować się tym. Bo 'jeszcze za wcześnie. Jeszcze mam czas'. Zbudzenie się ze stanu otumanienia łatwe i przyjemne nie jest. Ok. Standardowa procedura. Tylko czy nagła zmiana kierunku zainteresowań pod wpływem masy i czynników środowiskowych jest całkowicie normalna? Bo kto tak naprawdę pójdzie na rozszerzoną biologię i chemię nie mając porządnie wyuczonych podstaw i nie interesując się tym tak naprawdę? Byle dla pieniędzy w przyszłości, która wcale i tak pewna nie jest. A potem rośnie masa ludzi 'wypalonych' lub takich, którzy codziennie zadają sobie pytanie 'co ja tu do cholery robię?' Moim zdaniem poziom rozwoju kierunku kształtowania jakiegokolwiek uwarunkowania zawodowego i przyszłościowego u młodzieży nie istnieje. Zajęcia z doradztwa zawodowego? Nie śmieszcie mnie. Żałosnym jest jak niektórzy do tego wszystkiego podchodzą. Zero jakiejkolwiek własnej inicjatywy, chęci. Najlepiej jest im podać na talerzu tuż pod nos. Osobiście sama określona jestem niemalże od 3 lat. Zadziwiające zjawisko w moim otoczeniu. Ale ja przynajmniej wiem, że jestem podstawowo dobrze przygotowana do tego w co chcę iść, a kierunku wcale łatwego nie wybrałam. Poświęciłam na to dużo czasu, podczas gdy większość miała na podobne tematy 'wyjebane'. Śmieszy mnie nagłe, podobne do mojego podejście osób, które tak naprawdę zielonego pojęcia nie mają w co się pakują. Ale ok. To środowisko i tak za niedługo się posypie. Dlaczegóż? Powody powyżej. A my i tak nic w kierunku tego nie robimy bo i poco. Bezrobocie, problemy zawodowe, zadłużenia? 'Pfff... problemy dorosłych', jak słyszę z ust niektórych. Żałosne. Doprawdy żałosne.

~   . . .  ~

Miałam ochotę o tym tu napisać. Nie każdy musi się z moim zdaniem zgadzać, ale ja widząc postawę większości nie mam zamiaru go zmieniać. Wiem również, że istnieje grupa osób, którym zależy i absolutnie nie miałam zamiaru ich obrazić. Z resztą myślę, że owe osoby doskonale wiedzą o co może mi chodzić. Niestety, tych jest mało. A reszta niech sobie myśli co chce. Cudu nie sprawię, ale może coś wreszcie do kogoś trafi. Bo osobiście nie chcę żyć w zatrutym społeczeństwie. Marzenia ściętej głowy.

~ . . .  ~


moje najaktualniejsze zdjęcia - wczorajsze.
póki nie wybiorę się z K. na nic porządniejszego będą samojebki ♥

Nie bardzo mam ostatnio czas aby odpisywać na wiadomości, więc z góry przepraszam, że zaniedbuję i trzeba czekać nieraz tydzień na odpowiedź. nie lubię siebie za to, ale cóż... czasem po prostu nie mam sił, a i z chęciami różnie bywa. o komentarzach opowiadań już wgl nie mówię. czytanie też zaniedbałam >.<

Ciekawe czy w szkole będzie afera związana z dniami otwartymi. mniejsza. ja dbam o swój interes.

HAPPY THERTHDAY !

listening to:
~ X Japan - Voiceless Screaming

day 69.

~  . . .  ~

Pozmieniałam tu trochę. Na dobre wyszło. Miałam dość poprzedniego wyglądu. Był strasznie monotonny. Nie dopracowałam jeszcze szczegółów, ale to kwestia czasu i poszperania za odpowiednimi grafikami.

Chyba zmienię główny cel prowadzenia tego bloga. Dlaczegóż? Ponieważ jak można zauważyć postów nie dodaję regularnie. Nigdy nie powstanie pełnych 365 dni. Nie jestem w stanie codziennie tu pisać. Mam inne, ważniejsze sprawy. Powinnam powoli zacząć wycofywać się z internetowego życia, jednakże potrafię przyznać, że póki co tego nie zrobię. Bo w zasadzie tylko tu jestem sobą. Tylko tu mogę w jakiś sposób się otworzyć. Prymitywne? Oczywiście. Jestem uzależniona? Być może. Jednakże w tym wypadku cieszę się że jestem jedną z wielu. W końcu internet jest dla ludzi. A ja póki co korzystam z niego rozsądnie. A to że jestem sobą, niemniej mi nie przeszkadza.
Podsumowując... skończyła się era tytułowania postów liczbą dni, opisywania mojej monotonii. Postaram się pisać tu bardziej do rzeczy i poruszać konkretne tematy. W końcu kogo tak naprawdę odchodzi moje życie prywatne? No właśnie...


Od jutra zaczynam poważne powtórki. Przez ostatnie dnie przygotowałam się do szkoły 'na co dzień'. Egzaminy coraz bliżej, a ja mam wrażenie że mi już wszytko jedno. Zadziwiające patrząc pod kątem moich ambicji. Wszytko to upadło po biologii...

Noce powróciły do stanu w którym 'nie czuję się'. Już jestem osłabiona... jeśli będzie się to pojawiać cyklicznie, to najbliższa przyszłość wcale nie zapowiada się kolorowo, o ile w moim życiu jeszcze jakieś kolory istnieją. W ciągu tych chwil rozmowy z samą sobą wcale nie pomagają, ale cóż ja zrobię.
listening to:
~ Kuroshitsuji I OST - The Dark Crow Smiles

day 66 - 68.

~  . . .  ~

4 dzień błogiego lenistwa w zasadzie. i mi dobrze. najchętniej bym wgl z łóżka nie wychodziła. tyle z chwili obecnej.

rodzinne, świąteczne śniadanko odhaczone z listy. jakbym wgl te święta obchodziła. kolejna tradycja. niech sobie ludzie chodzą grzecznie do kościoła ze święconkami, niech sobie składają nieszczere życzenia, niech wierzą w zmartwychwstanie postaci jedynie historycznej, niech po odegraniu całej tej szopki wrócą do normalnego stylu bycia, wyuczonych zachowań. ja się nie zamierzam w to bawić. mogę usiąść przy jednym stole z rodziną, tak jak to robię każdego tygodnia, ale nie widzę w obecnych dniach niczego szczególnego. od zwykła niedziela, poniedziałek. jestem u siebie, więc mogę robić co mi się żywnie podoba. nie tak jak ostatnimi laty, gdy wśród większej rodziny trzeba się 'zachowywać'. cóż mogę powiedzieć. tam dopiero hipokryzję widać jak na dłoni. ale nie ja jestem od oceniania 'starszych'. w końcu to nic złego, żeby zaraz po wyjściu z kościoła łamać większość przykazań ;3 takich to mamy prawdziwych katolików. dlatego nigdy nie mam zamiaru należeć do wspólnoty kościoła. wierzyć mogę sobie w co chcę. wolę w tej kwestii mam wolną, za co dziękuję swoim rodziców. a reszta nie przekona mnie niczym. ani wykładami, ani przymusem, ani zakazami. ale temat 'wiary' można poruszyć kiedy indziej. obecnie już tym rzygam.

zastanawia mnie po jaką cholerę ludzie kupują aparaty i wyposażenie do nich za kolosalne pieniądze, aby potem robić sobie zdjęcia 'z rączki'. żałosne. no ale cóż... wolna wola. wycofałam się z fotoblożka i jest ok. niech sobie ludzie dalej myślą, że są kimś bo mają lustrzankę i zdjęcia z nią w lustrze. a dobre zdjęcia potrafię zrobić i swoim aparatem. nawet komórka mi starczy. przydatnym jest mieć programy graficzne opanowane choć w małym stopniu ;3
najlepsze na fbl są 'polecane' i osoby, które naprawdę znają się na fotografii. no ale można mi odpowiedzieć, że niektórzy dopiero zaczynają się uczyć. tylko niech początków nie nazywają 'twórczością z górnej półki' bo sami się pogrążają.
+ lubię naturalne zdjęcia kilku osób, choćby i te z komórki. bo wyglądają tak że... ♥

chyba zaraz wrócę do oglądania. mam nowy tytuł anime. obecnie oglądam dwa na raz. Kurosjitsuji i Jigoku Shōj. lubię. denerwują mnie jedynie zapchane serwery, ale taki urok dni wolnych ;<


muszę z mamą podjechać do hurtowni tkanin. mam jeden pomysł. + zamówić kilka rzeczy na allegro.


my b-bies ♥
pamiątki z ostatniego konwentu [wtedy jedynie kojarzyłam Kuro, a mam tego więcej]
no i mój cudowny skarb.
tak, jestem pieprzoną materialistką. problem ? :>

listening to:
~ Moi Dix Mois

 

day 64 - 65.

~  . . .  ~

fakt: mimo iż nauka zawsze jest moim priorytetem to uwielbiam wszystkie dni od niej wolne, a konkretnie dni wolne od szkoły, wszystkich ludzi, wrzasku podczas przerw, durnych docinek, pustych dziewczynek etc.
taaak, ja kocham takie dni jak dziś. cisza przerywana jedynie dźwiękami nut. i żadnego piskliwego głosu nad uchem. raj.

ostatni raz tak długo spałam chyba rok temu... przyjemnie. wreszcie czuję się wypoczęta. brakowało mi tego od dobrych kilku miesięcy. mimo iż zasnęłam po 3 nad ranem, to 12 godzin snu całkowicie mi wystarczyło. no i kawa do tego ♥ czuję, że stres związany ze wszystkim jest mi obecnie odległy. nie chcę myśleć o egzaminach, listach przyjętych do szkół, sprawdzianach których mam xyz po powrocie i całej tej beznadziejności ludzkiej znajdującej się w szkolnych murach. chcę leżeć w łóżku ze słuchawkami w uszach, ciepłym kubkiem herbaty i zamkniętymi oczami. nie widzieć nikogo, kto mi potrzebny nie jest. dlatego nie planuję obecnie żadnych wyjść, wyjazdów, spotkań. może prócz zdjęć. po prostu cierpię na przerost irytacji związanej z ludźmi i ich zachowaniami. niektórzy chyba nie zdają sobie sprawy z własnego zachowania, całkowicie nieadekwatnego do wieku czy też sytuacji. ale to przecież 'ludzie stąd'. czego ja niby oczekuję. to raczej ja jestem dziwna, jak na ich standardy. może i jestem odludkiem społecznym, ale nie przeszkadza mi to specjalnie. wolę być taka jak obecnie, niż być jedną 'stąd'. ale swoją drogą i tak cieszę się że wylądowałam tu, a nie np. w Ck u rodziny. Łódź też by mogła być, ale nie jej obrzeża, więc tamtejsza rodzina też odpada. A tu jest... w miarę. Boże, dajcie mi zamieszkać w Krk lub Poznaniu... Albo wszędzie, byle nie w tak małej mieścince gdzie wszyscy to dosłownie jedna wielka rodzina i każdy każdego zna >.< Zawsze preferowałam miasta. Brakowało by mi tylko miejsc do długich spacerów.

Co do spacerów... deszcz to cudowny twór natury. Wczoraj 3 godzinny wieczorno/nocny spacer po okolicy był wybawieniem. Uwielbiam wędrówki po polach z parasolką w strugach wiosennej ulewy. Mój pies również nie narzeka mimo iż wody nie cierpi. Ale o tym już tu kiedyś było.

Tymczasem szybsze odpisywanie osobom, jest lepsze niż późniejsze nadrabianie zaległości. A i nowe kontakty są miłą sprawą. Siedzę sobie na laście i na zmianę przeglądam zdjęcia do przeróbki, za którą się za chwilę zabiorę. Chwilowe wytchnienie przed maratonem z anime. Wczoraj w nocy znów do tego wróciłam.

Drocell
wielbię tą postać ♥ 
~ My Fair Lady ~ nucę od wczoraj bez znudzenia.

po ponad III miesiącach przerwy wróciłam do Kuroshitsuji. oj, tego anime opisywać nie będę bo znają je już chyba wszyscy. tylko ja tak zwlekałam przez mój stary internet, a następnie zbyt dużą ilość przyswajalnego oglądania. z recenzją powstrzymam się aż do skończenia przeze mnie II serii. czyli jeszcze jakiś niecały tydzień? mniejsza. raczej nie wyrośnie ze mnie wielka 'tru' fanka, jednak owo anime bardzo mi do gustu przypadło. Soundtrack jest nieziemski zarówno w I i II serii.

listening to:
~ Kuroshitsuji II OST
~ Plastic Tree - Psychedelizm

day 60 - 63.

10th December 2011
photo by Catharinee

nie wiem co ja zrobiłam z folderem zawierającym zdjęcia z tamtego dnia, ale za chiny nie mogę go znaleźć. kurw... mam ich tylko garstkę. muszę napisać do K. może ona je jeszcze posiada. tymczasem jeśli chodzi o zdjęcia, to mam jeden pomysł, trochę dziki ale w zarysie wygląda ciekawie. czekam tylko aż K. przejdzie przez 3 turę antybiotyków. choroba to nic miłego... no i jest cieplej, a to się liczy przy tego typu zdjęciach.

zaczynam doceniać swoją chudość. baardzo doceniać. nie wyobrażam sobie siebie + 10 kg. nigdy. lubię mój wzrost [176 cm]. zwiększony metabolizm to coś idealnego. i co z tego iż inni mi to wytykają. nie odchudzam się bo nie muszę. laj laj. wielbię większość genów po moim ojcu. na dietach bym nie wytrzymała, patrząc na moje zamiłowanie do słodyczy. a i tak nie jem nic, gdy dużo się uczę. doliczając do tego stres i szybką przemianę materii... tak. uwielbiam. wystające kości biodrowe i obojczykowe ♥ mój fetysz. tyle o moim 'odchudzaniu się' aby wyglądać jak anorektyczka. inną sprawą są tylko i wyłącznie liczby.

mój jakże zajebisty skarb wczoraj do mnie dotarł ! może potem opiszę co i jak, bo mało czasu obecnie.
cieszę się jak głupia. jest idealny ♥ i wreszcie mi scrobbluje na last'a, którego swoją drogą odświerzyłam.
mam nadzieję, że tym razem obejdzie się bez jakichkolwiek reklamacji, bo by mnie jasny szlag trafił.

komuś bardzo przyda się kulturalna krytyka, bo to wręcz żałosne w XXI wieku. no ale jak się chce żyć w średniowieczu... japierdolę. niektóre jego teksty po prostu mnie zabijają. teraz jest to całkowicie inna osoba, niż ta z którą miałam kiedyś styczność przez ponad 2 lata.

dużo ostatnimi czasy analizuję. chyba ta cała powaga odnośnie mojej przyszłości tak na mnie działa, choć zawsze miałam skłonności do zamykania się w ciemnym pokoju, leżenia na dywanie i gadania w myślach do samej siebie. lubię to. uspokaja. najwyżej coś tu potem opiszę, przy odrobinie czasu podczas świąt, których i tak nie obchodzę.



listening to:
~ SUGIZO - KANON