day 27.

bilet chyba zamówię jutro. albo w ciągu najbliższych dni. pozostaje również dzień koncertu.
a podobno szczęścia nie można kupić...

nienawidzę ludzi. skoro tak się bawimy to proszę bardzo. inni i tak stracili już pojęcie jakiejkolwiek moralności. a ja i tak żyję tylko dla siebie, własnych pragnień i celów które chcę realizować.
jak to mówią... 'po trupach'. bo jesteśmy przecież istotami społecznymi. powodzenia. niektórzy zapewne obudzą się za późno. ich problem. żal mi osób liczących na jakiekolwiek zmiłowanie i dobroduszność w XXI wieku. wyimaginowany świat tworzony przez populistów i poetów. niektórym brakuje czasem wyjścia na ulicę i porządnego rozejrzenia się. nie żyjemy w utopii. ale co ja niby mogę wiedzieć...
nie znikaj moja nienawiści.

przerwy spędzone konstruktywnie. jestem na połowie książki, a zaczęłam dziś.
'wszystkie świnie są równe, ale niektóre są równiejsze.'
ha ha, cóż za ironia.

chyba wyłączę telefon, bo to zaczyna robić się irytujące.


blizny pozostają.
blizny się nie goją.


listening to:
~ the GazettE - Shiroki Yuutsu


day 25-26.

ludzie to podłe istoty. jestem podła. wiem.
w tym przepadku zachowuję się chamsko i arogancko. olewam tą osobę, co ona już to pewnie zdążyła zauważyć. z resztą... sama się przyznałam i powiedziałam jej to prosto w twarz. jedną z moich uciążliwych wad jest zbyt szybkie znudzenie. dlatego tak cenię sobie ludzi, którzy są ze mną od dawna i dla których jestem również ja.
zbytnia nachalność na dodatek całkowicie zmniejsza szanse bliższego 'dostania się' do mojej osoby. a ona jest nachalna, czego nie lubię. wiem, wiem. to moja wina. bo to ja stworzyłam początek tej znajomości, a teraz się odcinam. bla bla bla. jak zawsze. nie mam sił, aby poświęcać komuś uwagę 24/7. a ona chyba tego chce... najczęściej rozmawiam z kimś raz w tygodniu, długo. szczerze takie rozmowy są dla mnie bardziej wartościowe, niż pojedyncza, codzienna wymiana zdań. i osoby z którymi w taki sposób rozmawiam więcej dla mnie znaczą. oczywiście są ludzie z którymi komunikuję się częściej i absolutnie nie marudzę, jednak nie w tym przypadku. ehh... mogę być zła tylko na siebie. cała ta sytuacja jest iście irytująca. nie zawsze chce się przecież, aby ktoś na siłę zamieszczał cię w swoim życiorysie. a nazywanie jednostronnej komunikacji 'zażyłością' odrobinę mnie śmieszy. szczególnie gdy jak na dłoni wydać moje podejście. jestem podła. wiem.


a prawda i tak zapewne jest taka, że znów uciekam.


listening to:
~ the GazettE - Taion

day 24.

dziś. taak... dziś.

kilka słów o olimpiadzie ?
pytania wymagające logicznego myślenia i dogłębnego analizowania. za dużo o ochronie środowiska. wykres. tabela. zbyt mała ilość punktów do stracenia. 
jak mi poszło ?
punkty pokarzą. nie jestem ani na nie, ani na tak. stres już odpuścił. prawdziwe zmęczenie dopiero przychodzi.
trzymam się tego co już umiem.

po olimpiadzie...
dawno tak przyjemnie nie spędziłam czasu. naprawdę. mogłabym się rozpisać, ale nie mam już sił.
pyszna kawa. przytulna kawiarnia. sklepy. przebieralnia. spacer.
M. bardzo Ci dziękuję za dziś.
jesteś jedyną osobą z którą w ten sposób ostatnio rozmawiałam. pomogło. trochę.
trzymam kciuki za to żebyś też zdobył tytuł laureata no i za jeszcze jedną ważną dla Ciebie sprawę.
mniej przejmowania się i będzie jak w bajce ♥


pan wybaczy mi i mojemu parszywemu aparatowi tą bezczelność ♥


dziś mi już chyba odpuszczą. proszę... niech mi odpuszczą. niech ta wizja piekła, które prawdopodobnie mnie czeka, rozwieje się na chwilę. dość już mam problemów.
jestem zmęczona. wszystkim.


listening to:
~ Fever Ray - Keep the Streets Empty For Me

day 14.


ładnie rzecz ujmując.. .
spierdalać wszyscy sprzed moich oczu !
dziękuję za uwagę i zaangażowanie.


mam ochotę co najmniej wrzeszczeć. ale siedzę cicho. bardziej mi się to opłaci.
bo tak lepiej i poprawniej dla społeczeństwa.
społeczeństwa idiotów. dających sobą manipulować idiotów.
jak łatwo... lektura kilku rozdziałów się przydała.
muszę ogarnąć inne książki z dziedziny manipulacji.
zadziwiająco prosto można dzięki tym sztuczkom rozpoznać innych.
w większości otaczają mnie pozbawione jakiegokolwiek własnego zdania cienie.
powodzenia dla nich. pogratulować asertywności.

miłego święta komercji.

to NIE MOJE prace.
tylko JEJ !
/ żeby nie było /


z dedykacją dla Hime
bo ostatnio Reituha u Ciebie. 
wybacz... za niedługo przy odrobinie czasu wysilę się na coś porządniejszego własnego autorstwa.
i mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. choćby względnym.




listening to:
~ the GazettE - Without a Trace


day 10.




a oto kilka ujęć z dzisiejszych zdjęć...
i tak oto prezentuję swoją osobę.


siedzenie przed monitorem pół dnia wcale nie wpływa dobrze na stan mojej głowy. boli. boli mnie chyba z resztą wszytko. jestem dziwnie zmęczona. w nocy nie mogę spać. rano nie mogę się wybudzić... emocjonalnie jestem wrakiem. nie wiem jakim cudem przestawię się przez 2 dni. może po prostu w szkole wyizoluję się całkowicie ? muszę nad tym pomyśleć. tak... znów te pieprzone myśli.

tymczasem chyba odłączę wszystko i wsadzę nos w książki. nauka, nauka, nauka. i tak nie zasnę.

mogę napisać tysiąc razy, że jest źle. i tak odpowiesz tylko 'ok. jak zawsze'.
i nigdy nie spytasz dlaczego. już nawet szczerość nic nie daje.
kurwa. dlaczego ja się tobą tak przejmuję. dlaczego to właśnie musiałaś być ty ?!
jestem żałosna. la la la. żałosna. 
ja się wyniszczam, a ty żyjesz w jakże cudownym związku ♥
i to jest kurwa normalne. bardzo typowe jak dla mnie.

złość, żal i ból w jednym.
i tak nie jestem w stanie zmienić tych uczuć.


~ zdjęcia autorstwa Catharinee.

listening to:
~ There For Tomorrow - I Can't Decide


day 8-9.


kilka ujęć wczorajszego wieczorno-nocnego spaceru.
musiałam wyjść. w domu bym już nie wyrobiła...
co z tego, że na dworze ponad -20 stopni. wytrzymałam ponad 2h. mój pies miał problem.
odwiedziłam kilka miejsc w tym jedno bardzo dla mnie ważne. nie zliczę ile godzin przeleżałam na tym pniu, ile problemów starałam się tam rozwiązać, ile razy uciekałam po kłótniach... jedno z ostatnich wspomnień w tym miejscu, to popołudnie z nią. od wtedy przestałam bywać tam tak często.
jakież było moje zdziwienie gdy dotarłam tam już po zmierzchu i zobaczyłam tylko zgliszcza. taka mała ruina. kolejna rzecz, którą inni mogą zniszczyć 'od tak'.
i nie ma już namacalnych wspomnień. jakaś część znów umarła.

spacerując przez te wszystkie pola z DIM SCENE w słuchawkach, trudno było nie myśleć. policzki mi zamarzały przez łzy, ale taka kolej rzeczy przy niskich temperaturach.

wszyscy ludzie tak naprawdę są tacy sami. zależy tylko jaką drogę w życiu obiorą i jaka ilość czynników na to wpłynie.
tacy sami. samotni.


dziś... 

miło jest obudzić się przez myśl, że ktoś źle otagował piosenkę. w końcu jakim prawem można pomylić Nakigaharę z D.L.N ? stopnień mojego stanu przechodzi wszelkie pojęcia. ale to i tak lepsze, niż budzić się z myślą 'jak nazywała się 3 komora żołądka przeżuwaczy ?' dobrze, że ten dział mam już za sobą.

braki w dostawie prądu wpływają kreatywnie na twórczość. pół dnia pisałam/kończyłam one shot'a [Reituki]. szkoda tylko, że w zeszycie. teraz przepisywanie tego na laptopa zajmie mi drugie pół roku [mam prawie cały zeszyt 96 kartek ! ładny mi ONE SHOT >.<]
i jeszcze niby mi scena seksu została. kij. nie piszę. wyżyłam się ostatnio w Aoi x Reita. starczy.

z braku większego zaangażowania w życie internetowe idę się uczyć. mam tego trochę. a i tak już długo siedziałam nad angielskim i wyższymi kwasami karboksylowymi.
i jeszcze ta biologia na III etap olimpiady... ja wprost kocham genetykę i ewolucję >.<

niech w końcu zaktualizują informacje o rekrutacji do szkół, bo to zaczyna być irytujące.
nie podoba mi się wiadomość, że tam gdzie chcę iść prócz rozszerzonej biol i chem jest jeszcze fiz. bardzo mi się nie podoba... zobaczymy jak to będzie w tym roku.

bardzo dziękuję Ci Hime za wczorajszą noc ♥
jesteś cudowna, laj laj laj ♥ mało kto potrafi mnie wprowadzić w tak dobry humor.
+ nie ma to jak napieprzanie się z pięknych członków tG.
'Aj srałem baj womit' --> Reita and his engrish ♥


szkoda tylko, że dobrym humorem nie mogłam się długo nacieszyć.
ona + jej problemy miłosne idealnie potrafią spieprzyć mi nastrój.
ale taka kolej rzeczy, czyż nie ?

listening to:
~ the GazettE - Ganges ni Akai Bara
[bjara jak to mówi Reita]

day 7.


Przepraszam


 ja


nie potrafię.



 ― Arifureta kotoba nabete sukima wo ume runowa kantan ne
Yurushi au koto ni tsukareta no wa itsumademo kawaranu kimi no uso ―


Twój uśmiech stopniowo zanika.
W umierającym sercu czułem Twoją obecność.


Tak więc smutek… smutek, nic więcej nie słyszę…
Niczym blokada dla uszu.
Niczym nie zmącona. 

WHY DO I REPEAT MYSELF AGAIN ?



day 5.


powrót do akwareli ♥
miałam dziś wieczorem ogromną ochotę zrobić coś konstruktywnego... dlaczego by więc nie pomalować ?
dawno nie mieszałam farb. chyba z rok, a nawet dłużej. zwykle wystarczały mi kredki akwarelowe i ołówki. nie tym razem.
mam braki. z czasem zapomina się jak odpowiednio dobrać rodzaj cieniowania, kształt postaci... przypomnę sobie. przestudiuję na nowo jedną z książek, by gdy wróci szkoła i brak czasu, znów zapomnieć.




a oto całkowity ogląd na moją dzisiejszą 'twórczość'
uwielbiam lisy ♥


listening to:
~ Plastic Tree - Alone Again, Wonderful World


day 3




~ moje jakże cudowne śniadanie o godzinie 12.
tyle w temacie 'zjem tylko kisiel, bo mi niedobrze'.
J. i jej 'masz kupony, nie daj się prosić.' przeważyły.
ale to i tak jedyne co dziś zjadłam, naprawdę mi niedobrze...

miałam wstać wcześnie. nie wstałam. obudziłam się po 10 i leżałam w głuchej ciszy do 12. dziwne. nawet muzyki nie włączyłam. myśli w pewnych momentach mogą zrobić z człowieka bezużyteczny przedmiot. za dużo myślałam/myślę. wczoraj wieczorem, dziś... zebrało mi się na analizowanie to mam. proszę bardzo. jak na zawołanie powracający stan. oglądając 'Miseinen' [RCE live] ryczałam jak głupia. przy czytaniu tekstu wcale nie było lepiej. swoją drogą mogłabym go wypisać na ścianie, zaraz obok istniejących już słów z UNTITLED, PLEDGE i Guren. cały dzisiejszy dzień mam zmarnowany. chodzę jak własny cień. rozmowa ze mną w takim stanie graniczy z cudem. i tak nikt nie próbuje... nie użalam się. choć może właśnie to robię. nie wiem. gubię się. konkretniej to pogubiłam się już dawno... przywracanie wspomnień to stały, praktykowany przeze mnie sposób na zadanie sobie bólu. analizowanie, odtwarzanie ruchu warg, dłoni, palców między własnymi palcami...  boli. boli gdy wiem, że to już nie powróci. to nie ma prawa powrócić... blizny pozostaną. blizny się nie goją... jej zapach tak ulotny... niemożliwym jest jak bardzo uwielbiam zielone oczy. przecież ja nienawidzę zieleni. ale ona miała zielone oczy. ma zielone oczy. oczy, które matowieją z dnia na dzień... a ja nic nie potrafię zrobić, aby jej pomóc, aby zapobiec... mogę co najwyżej przysporzyć nowych problemów. żal mi samej siebie. za to co czuję. za własne słabości...
i tak pewnie jeszcze długo zostanę w tym samym miejscu, nie robiąc postępu. nie dopuszczając nikogo... bo przecież ja uwielbiam sposób w jaki moje serce staje. jak brakuje mi tchu... żałosne. głupia, żałosna, stała w uczuciach idiotka. tak, idealny opis mojej osoby.

'the Runaways: Prawdziwa Historia'.

listening to:
~ the GazettE - Dim Scene


Bezcelowy ból całkowicie wypełnia moje otoczenie.
Zamykam oczy, ale słowa wiersza nie umieją zaleczyć ran.

Ćma upada pod ciężarem przyszytych skrzydeł motyla.

początek i koniec w jedym.

blog opisujący wszystko i nic.
mnie oraz mój cień.
moje myśli i zdania.
miłości i nienawiści.
tu jestem sobą.
tu nie jest mi potrzebny nikt.
 
pomysł zmienił się spory czas temu.
i niech tak pozostanie.
może kiedyś jeszcze wrócę do 365 dni.