Sad end of the freedom...

~  . . .  ~
A więc dziś mamy ostatni dzień wakacji... Korzystając więc z okazji posiadania odrobiny wolnego czasu coś tu naskrobię. Skrót tych dwóch miesięcy, bo w zasadzie nic konkretnego wcześniej tu nie pisałam. Nie miałam czasu, chęci... Zawsze znajdzie się pierdylion innych rzeczy. Pisanie notek było odkładane 'na potem'. Myśleć nad różnymi tematami myślałam... Ale nie chciało mi się tego spisywać. Może zrobię to w najbliższym czasie o ile będę miała takowe możliwości.

~  . . .  ~

Trochę się przez te dwa miesiące zmieniło. Poznałam nowe osoby, wkroczyły nowe doświadczenia, upewniłam się w niektórych sprawach. Nowy punkt widzenia. 
Myślałam że potrafię przymusić się do czegoś w sprawach związanych z uczuciami, że mimo rzucania się po pewnym czasie przywyknę, że chcąc sprawić komuś radość sama jestem w stanie zmienić własny charakter... Gówno prawda. Nie potrafię. Nie z osobą na której mi w pełni nie zależy. Nie wiem nawet jak bardzo bym się starała, w niektórych relacjach zawsze będę się dusić. Nie doszłam jeszcze to tego poziomu z jakąkolwiek osobą, abym z całą świadomością mogła zaufać, w niektórych kwestiach szczerze rozmawiać... Nie zmuszę się też do zmienienia własnych poglądów i upodobań. A te bywają różne. Mam w naturze zbyt głęboko zakorzeniony egoizm i nawet jeśli wiedząc że kogoś ranię [nawet bliższą mi osobę] będę robić to dalej, tylko ze względu na mój dyskomfort i poczucie stłamszenia. Tak więc wpajanie mi bajeczek, że zmiana zachowań, pragnień, celów, preferencji, i samego siebie jest łatwa, spełza na niczym. Nie będę uszczęśliwiać innych, samemu szczęśliwym z nimi nie będąc. Już naprawdę całkowicie wolę zerwać kontakt, niż męczyć siebie i daną osobę.
Cieszę się że tą sytuację mam już za sobą. Nie muszę przejmować się i męczyć. Wiem że zagrałam nieczysto. Wiem że stworzyłam fałszywą nadzieję. Wykorzystałam to wszystko jako formę sprawdzenia samej siebie. Szkoda tylko że w tak beznadziejny i bezczelny sposób. Przynajmniej mam pewność. Już nigdy nie podejmę podobnych decyzji. Definiowanie samej siebie za pomocą innych osób nie zawsze obywa się bez konsekwencji. A te nie były przyjemne. Nie tylko dla mnie. Mimo wszystko w jakiś sposób jest mi przykro. Bo nie chciałam żeby tak to się potoczyło. Za szybko. Zbyt wiele planów. Zbyt duża nadzieja. A wszystko legło w gruzach. Niech ich już nikt nie sprząta.

~  . . .  ~

Cały sierpień non stop na nogach. Najpierw wyjazd do Wisły z M. i inne pierdoły. Potem w następstwie kursu chińskiego poznanie A. i początek... czegoś. Nigdy tak często i chętnie z domu nie wychodziłam. Mało kiedy z kimś tak rozmawiałam. Ogromnym zaskoczeniem było poznanie osoby z podobnymi zainteresowaniami i upodobaniami w własnym mieście. W dodatku poznanie przez przypadek bo inaczej tego nazwać nie mogę.
Uwielbiam te wypady do kawiarni lub po prostu leżenie na ławkach przed zajęciami. Uwielbiam minione noce i maratony filmowe. Uwielbiam rozmowy na skype i urocze momenty zawstydzenia. Uwielbiam dotyk i ciepło. Jej bladoniebieskie oczy i delikatne usta. I uśmiech jakim zawsze mnie wita. Przebiegła wredota ♥ Otworzyłam się trochę. Cieszę się z tego powodu. Mam poczucie względnego bezpieczeństwa, co zdarza się rzadko. Drzemie we mnie nadzieja, że nic nie posypie się już na początku, bo żałowałabym bardzo. Ale żeby o tym mówić bardziej rozbudowanie, jest jeszcze za wcześnie. Po prostu cieszę się z takiego obrotu spraw w moim nieistniejącym życiu osobistym...

~ . . .  ~

Jutro rozpoczęcie roku szkolnego... Szczerze tego nie chcę. Wakacje minęły mi stanowczo zbyt szybko. Swojej przyszłej klasy nie znam zupełnie [nie wliczając jednej osoby, która zupełnie nie powinna się tam znaleźć i nie wiem co tam robi i na co liczy.] Ponoć było jakieś spotkanie... szmuteczek. Nie mam fb więc nie żyję i dla nich jestem jedynie imieniem i nazwiskiem na białej kartce papieru. Bardzo staram się nie nastawiać negatywnie na samym początku, ale cóż mogę poradzić... Mam to wyuczone. Wiem że klasy i ludzie bywają różni. Moja poprzednia wielkim cudem nie była. Jakaś cicha nadzieja że ta będzie bardziej cywilizowana jest, bo w końcu tam idą ludzie którym na nauce zależy i rozwalanie lekcji mile widziane nie jest, ale zawsze musi pojawić się jakiś wyjątek... Ciekawa jestem akceptacji mojej osoby z ich strony, bo tu żadnego ukrywania siebie nie będzie. Obiorę taktykę albo otwartości, jeśli poczuję że mogę sobie na to pozwolić, albo całkowitej izolacji co mi zbytnio przeszkadzać nie będzie. Jutro i przez następnych kilka tygodni wiele się okaże.
Co do przygotowań do szkoły to miałam tak wielkie plany, że jak zwykle nic z nich nie wyszło. Teraz dopiero od kilku dni siedziałam nad książkami z angielskiego, biologii i chemii. Tą ostatnią  tylko liznęłam. Jak patrzę na podręczniki, szczególnie do matematyki i łaciny, to uroczo dziękuję. Już na wstępie mogę powiedzieć, że przy takiej ilości nauki będę zaglądać tu niezmiernie rzadko. W planach jest stworzenie szczegółowego grafiku dnia z rozpisaniem na godziny. Nie chcę tracić czasu, a zajechanie własnego organizmu też dobre nie będzie [choć i tak to pewnie robić będę]. Trzeba będzie przejść przez odwyk od Internetu i komputera, z którym się praktycznie obecnie nie rozstaję.

~  . . .  ~

Ze spraw bardzo przyziemnych... Ścięłam włosy. Znów na krótko. Miałam dość długiej grzywki i wrednych końcówek których nie dało się ułożyć. Wygolony bok poddaję zapuszczaniu. Hah...  teraz przy odpowiednim ułożeniu kłaków wyglądam jak kejpopowe słodziaki :D

Na koniec kilka zdjęć jakie udało mi się obrobić z minionego czasu.
Przepraszam za jakość niektórych... telefon nie sługa.



Wisła 01-05.08.2012
M. jako fotograf.
Mam ich jeszcze więcej... może kiedyś dodam.




Zawoja 23-26.08.2012
Wyjazd z rodziną do innej rodziny mieszkającej pod Babią Górą.
Już drugi raz tam byłam. Lubię te tereny i wieczorne spacery.
I ten cudowny tajemniczy ogród przy domu.



Samojebki  27.08.2012
Jedne z ostatnich zdjęć przed ścięciem kłaków.
Wróciłam do okularów.


Samojebki  30.08.2012
Tu postawiona grzywka.
Tuż po ścięciu włosów, choć nie widać tego dobrze.
Następnym razem zrobię lepsze zdjęcia przy lepszym świetle.
Juto najprawdopodobniej szampon koloryzujący. Mam ochotę na jaśniejszy brąz.

No to chyba tyle w tym temacie. Nie wiem kiedy tu zajrzę następnym razem. Jeśli chodzi o odpisywanie na komentarze... Nie zawsze mam czas niestety. I też nie zawsze wiem gdzie odpisywać... No ale mniejsza. Będę kombinować.
Idę czekać na rodziców wracających z Łodzi. Ja jechać nie mogłam i zbytnio nie chciałam. Szkoda tylko że minęła mnie IKEA i Tuszyn ;< Ale już słyszę od mamy o uroczych prezentach. Jeszcze może pojadę tam na przełomie października i listopada.

Udanego rozpoczęcia roku wszystkim.
Tak.. wiem. Ja też nie chcę do szkoły ;<

listening to:
~ Sadie - Ice Romancer
~ Sadie - METEOR
~ Sadie - ペガサス幻想
[pokochałam ten zespół]