day 27.

bilet chyba zamówię jutro. albo w ciągu najbliższych dni. pozostaje również dzień koncertu.
a podobno szczęścia nie można kupić...

nienawidzę ludzi. skoro tak się bawimy to proszę bardzo. inni i tak stracili już pojęcie jakiejkolwiek moralności. a ja i tak żyję tylko dla siebie, własnych pragnień i celów które chcę realizować.
jak to mówią... 'po trupach'. bo jesteśmy przecież istotami społecznymi. powodzenia. niektórzy zapewne obudzą się za późno. ich problem. żal mi osób liczących na jakiekolwiek zmiłowanie i dobroduszność w XXI wieku. wyimaginowany świat tworzony przez populistów i poetów. niektórym brakuje czasem wyjścia na ulicę i porządnego rozejrzenia się. nie żyjemy w utopii. ale co ja niby mogę wiedzieć...
nie znikaj moja nienawiści.

przerwy spędzone konstruktywnie. jestem na połowie książki, a zaczęłam dziś.
'wszystkie świnie są równe, ale niektóre są równiejsze.'
ha ha, cóż za ironia.

chyba wyłączę telefon, bo to zaczyna robić się irytujące.


blizny pozostają.
blizny się nie goją.


listening to:
~ the GazettE - Shiroki Yuutsu


0 komentarze:

Prześlij komentarz