day 37-38.
ha ha ha. co może sprawić, że nawet ja poczuję się jak nic nie znaczący członek 'masy' ? no ciekawe. ostatnimi czasy ludzi traktuję z wielkim dystansem, szkolne oceny to dla mnie nie problem, kąśliwe uwagi puszczam mimu uszu...
a jednak coś jest. bardzo wielkie COŚ. coś co wczoraj sprawiło, że większość mojego świata znów się posypała.
czym jest to coś ?
otóż wynikiem olimpiady biologicznej.
to wcale nie był cios. nie no absolutnie... bo po co się czymś takim przejmować. szczególnie gdy widzi się swoje nazwisko w wąskiej grupie osób, które nie zakwalifikowały się do tytułu laureata. zwłaszcza gdy był to chyba jedyny cel, w kierunku którego włożyłam aż tyle wysiłku...
ha ha ha. obecnie chce mi się już tylko śmiać.
może i umiem więcej niż 9/10 mojej szkoły razem wzięte. może i zyskałam już 10 dodatkowych punktów do wymarzonej szkoły. może i mam doskonałe podstawy. może i była to tylko forma sprawdzenia. która za dwadzieścia lat będzie miała duże lub żadne znaczenie...to że jest mi żal, to mało powiedziane.
ale co z tego...
nienawidzę swojego przerostu ambicji, bo przegrane wyglądają zawsze tak samo.no tak... chyba nie mam w tym temacie nic więcej do dodania.
trochę potrwa zanim się z tego wszystkiego otrząsnę.
słowa "rozumiem, przykro mi." inni mogą sobie wsadzić głęboko w poważanie, bo prawda i tak jest taka, że tylko nieliczne osoby naprawdę rozumieją.
a zrozumienie przychodzi dopiero po przeżyciu czegoś podobnego.
"ale kurde, to był tylko głupi konkurs. nie marudź." --> tyle w temacie dzisiejszych komentarzy.
zresztą o kim jak mówię... o osobach dla których nie ma imprezy bez alkoholu, które nie mają w życiu celów i które mylą pojęcie muzyki z chałturą.
obecnie można rozpoznać u mnie przejawy chyba wszystkich możliwych negatywnych stanów psychicznych.
wczorajszy dzień to chyba jeden z najgorszych jakie kiedykolwiek przeżyłam. o poranku i popołudniu nie wspominam już wcale... dzisiejszy nie jest wcale lepszy. jutrzejszy również nie będzie.
~ . . . ~
zdjęcie może i niezwiązane z niczym,
oprócz tego, czego obecnie słucham,
ale wielbię tu Ryutaro ♥
Ale przyznać muszę, że nastrój polepsza mi świadomość, że zespół pięciorga osób dla których jeszcze żyję właśnie obchodzi swoje dziesięciolecie. bo w Japonii mają już 10.03.2012.
zdanie "Kocham Was. Dziękuję za to, że jesteście." chyba w pełni oddaje ogrom sytuacji.
I'M A PROUD SIXTH GUN.
z teraz potrzeba mi albo snu, albo rozmowy z kimś mi bliskim, albo dobrego yaoi. cały dzień czegoś sensownego szukam i nic. i dochodzę do wniosku, iż niektórzy ludzie nie powinni umieszczać swoich wątpliwych twórczości w Internecie, przed wcześniejszym ich niezbetowaniem. bo to aż w oczy kole.
a może sama coś naskrobię teraz...
mam pomysł na dłuższe opowiadanie na podstawie mojego dzisiejszego anu (o zgrozo, nie związanego z j-rock'iem, co więcej Japonią) i krótszego one-shota.
ale i tak skończy się zapewne na śnie.
listening to:
~ Plastic Tree - 雪月花

0 komentarze:
Prześlij komentarz