day 3




~ moje jakże cudowne śniadanie o godzinie 12.
tyle w temacie 'zjem tylko kisiel, bo mi niedobrze'.
J. i jej 'masz kupony, nie daj się prosić.' przeważyły.
ale to i tak jedyne co dziś zjadłam, naprawdę mi niedobrze...

miałam wstać wcześnie. nie wstałam. obudziłam się po 10 i leżałam w głuchej ciszy do 12. dziwne. nawet muzyki nie włączyłam. myśli w pewnych momentach mogą zrobić z człowieka bezużyteczny przedmiot. za dużo myślałam/myślę. wczoraj wieczorem, dziś... zebrało mi się na analizowanie to mam. proszę bardzo. jak na zawołanie powracający stan. oglądając 'Miseinen' [RCE live] ryczałam jak głupia. przy czytaniu tekstu wcale nie było lepiej. swoją drogą mogłabym go wypisać na ścianie, zaraz obok istniejących już słów z UNTITLED, PLEDGE i Guren. cały dzisiejszy dzień mam zmarnowany. chodzę jak własny cień. rozmowa ze mną w takim stanie graniczy z cudem. i tak nikt nie próbuje... nie użalam się. choć może właśnie to robię. nie wiem. gubię się. konkretniej to pogubiłam się już dawno... przywracanie wspomnień to stały, praktykowany przeze mnie sposób na zadanie sobie bólu. analizowanie, odtwarzanie ruchu warg, dłoni, palców między własnymi palcami...  boli. boli gdy wiem, że to już nie powróci. to nie ma prawa powrócić... blizny pozostaną. blizny się nie goją... jej zapach tak ulotny... niemożliwym jest jak bardzo uwielbiam zielone oczy. przecież ja nienawidzę zieleni. ale ona miała zielone oczy. ma zielone oczy. oczy, które matowieją z dnia na dzień... a ja nic nie potrafię zrobić, aby jej pomóc, aby zapobiec... mogę co najwyżej przysporzyć nowych problemów. żal mi samej siebie. za to co czuję. za własne słabości...
i tak pewnie jeszcze długo zostanę w tym samym miejscu, nie robiąc postępu. nie dopuszczając nikogo... bo przecież ja uwielbiam sposób w jaki moje serce staje. jak brakuje mi tchu... żałosne. głupia, żałosna, stała w uczuciach idiotka. tak, idealny opis mojej osoby.

'the Runaways: Prawdziwa Historia'.

listening to:
~ the GazettE - Dim Scene


Bezcelowy ból całkowicie wypełnia moje otoczenie.
Zamykam oczy, ale słowa wiersza nie umieją zaleczyć ran.

Ćma upada pod ciężarem przyszytych skrzydeł motyla.

0 komentarze:

Prześlij komentarz