Endless coma..
Od ostatniego wpisu minęło.. 5 miesięcy? Kto by się tym przejmował.
Odnowiłam odrobinę wygląd. Nagłówek mojego wykonania, oprócz zdjęcia podstawowego (credit: GADGET GROW). Mam słabość do Ryu i o wybaczenie nie proszę.
Nie mam w zasadzie większej potrzeby zaglądania tutaj, otwierania okna z nowym postem i przelewania wszystkich słów i myśli na kod binarny wyświetlany za pomocą html'a. Nie uciekłam jednak ze świata internetowego, ani od blogowania. Do tego jednak służy mi tumblr, gdzie wyrażam wszystko aż nader dosłownie.
Pod koniec grudnia chciałam zrobić podsumowanie roku 2012, ale stwierdziłam że to tylko strata czasu. Większość rzeczy i tak nie uległo zmianom. Zdobyłam jedynie więcej doświadczenia i wiedzy. A postanowienia noworoczne nawet nie miały okazji powstać.
Moje obecne egzystowanie jest.. ciężkie. Zwłaszcza jeśli o szkołę chodzi. W ten weekend rozpoczęłam ferie, za co błogosławię wszystkie istoty ziemskie. Tak bardzo potrzebowałam odrobiny spokoju i trwania w przekonaniu że nic nie muszę, a jedynie mogę. I to właśnie jest piękne.. Nie muszę wstawać po 5. Mogę wstać, jak choćby dziś, o 12 i nie przejmować się zupełnie niczym. Mogę otworzyć książkę, mogę nadrobić zaległości w anime, mogę obejrzeć film, albo mogę leżeć cały dzień ze słuchawkami na uszach. Mogę. To takie piękne słowo...
Mimo drobnych potknięć jestem zadowolona z pierwszego semestru szkolnego. Jak na ten poziom średnia 4,3 nie jest najgorsza. Wreszcie mogę powiedzieć że wiem o co chodzi w prawdziwej rywalizacji. Wszyscy tu bierzemy udział w pięknym wyścigu szczurów. Z jednej strony to smutne.. Z drugiej.. to rzeczywistość. Trzeba się przyzwyczaić.
Obecny semestr, gdyby nie te przeklęte krzyżówki genetyczne, byłby pod względem ocen idealny. Widzę jednak że taryfa ulgowa się skończyła. Chcesz życia towarzyskiego? Zapomnij. Szkoła, szkoła, szkoła. Chcesz spać? Żartujesz? 400 słówek z rozszerzenia angielskiego - na jutro. Marzą ci się praktyki zdobytej wiedzy? Nie z tym systemem mój drogi. Czyli podsumowując mój dzień "szkolny" trwa od 7 do 24 albo i później.
Nic więc dziwnego, że blogspot nie widział mnie od kilku miesięcy.
~ . . . ~
Jednak jakimś cudem udało mi się zachować, a nawet poszerzyć moją "społeczną" stronę. Co prawda do 2-3 osób, ale to wystarcza w zupełności. Dobrze mi z tymi kretynami ♥
Dawno dawno temu był sobie związek, którego jedna strona tak naprawdę została tylko uświadomiona o jego istnieniu. Związek przetrwał długo jak na cierpliwość owej osoby, ponad 80 dni. Zdążono by w tym czasie odbyć podróż dookoła świata. Morał z tego taki.. historia lubi się powtarzać. A mi jest o niebo lepiej niż podczas owych 80 dni. I pozostańmy z wyrokiem o obustronnej winie. Dziękuję, w obecnej sytuacji wolę relacje "bez zobowiązań".
A co do owych relacji.. o taaak. Chcę już czwartek. I maj. I więcej "sobót". Dotyku suchych dłoni i oszałamiającego zapachu.. Ciepła i wygody drugiego ciała. Spojrzenia szaro-niebieskich oczu. I realizacji snów, jednej i drugiej strony. Koniec. Dziękuję.
~ . . . ~
Moja biblioteka muzyczna została poszerzona. W bardzo przyjemny dla moich uszu sposób. I podoba mi się jej klasyczny charakter. Czasem dobrze jest ulec wpływom. A sama sięgnęłam wreszcie do zachwycającej muzyki filmowej. I nagle każde zjawisko życia codziennego zaczyna nabierać innego charakteru, powstają nowe emocje i nowe spojrzenie. To naprawdę cudowny stan.
I przy okazji.. Wreszcie spełni się jedno z moich marzeń i postanowień.
21.05.2013 - Kraków, "Kwadrat". WE ARE GOING NOWHERE!
W tym tygodniu, po uzgodnieniu szczegółów z osobą mi towarzyszącą, kupuję bilet. Tym razem nie wiem co by się miało nie dziać.. Będę stała na widowni i zdzierała gardło wraz z zespołem, który już od dobrych 3 lat grzeje sobie miejsce w moim skamieniałym sercu.
BRING ME THE fucking HORIZON!
Jestem również niezmiernie ciekawa nadchodzącej płyty.. bo osobiście "Shadow Moses" przyprawia mnie o stany uniesienia.
~ . . . ~
A teraz kilka zdjęć, jako iż postanowiłam coś zgrać z mego telefonu.
Jedzenie, jedzenie, więcej jedzenia.
Zabrałam się za wypieki. Cytrynowiec mym ciastem popisowym (choć na zdjęciach szarlotka)
Ale i tak jabłka zapiekane z cynamonem i kardamonem koją me podniebienie znacznie częściej.
Publikowałam już ową rybę na tubmlr.
Czas: 4-5h
Wykonanie: Cienkopisy (grubość od 0.7 do 0.05), cienkopis we flamastrze, promarkery.
Szczegóły: Za wzór posłużyło mi zdjęcie ryby, ale wykorzystałam je jedynie do konturu. Cała reszta jest pomysłem autorskim. Zdjęcia nie są dobrej jakości, ale owy rysunek wisi na ścianie i skaner odpada.
W minionym czasie nie porzuciłam szkicownika jak widać. Mam jeszcze kilka innych prac, ale póki co powstrzymam się od ich publikacji. Dopiero jak zbierze się pewna ich ilość.
Moje najaktualniejsze zdjęcia.
Długie (jak na mnie) włosy, z czego jestem zadowolona.
Podcinałam tylko grzywkę. Teraz rozważam fryzjera.
+ jak widać 5mm w prawym uchu i taper. w lewym pozostałam na 2mm i spirali.
+ jak widać 5mm w prawym uchu i taper. w lewym pozostałam na 2mm i spirali.
A tymczasem życzę wszystkim dobrej nocy a samej sobie "fortepianowych snów".
Za kilka dni powstaną tu recenzje dwóch filmów. Moja polonistka może być ze mnie dumna, dokształcam się kulturowo i pisarsko. A jako iż o sobie pisać nie zamierzam, a głębsze tematy pozostawię na moment po rozmyślaniach podczas spacerów, to przedstawię i polecę kilka, moim zdaniem naprawdę wartych zobaczenia pozycji filmowych. Może akurat ktoś szuka dobrych dramatów.
listening to:
~ Slash's Snakepit
~ Plastic Tree
~ Two Steps From Hell
I wspomnę następnym razem o owym cudownym projekcie Two Steps From Hell.
A teraz odsyłam każdego do posłuchania "Memories" ich wykonania.
Muzyka filmowa zajęła obecnie znaczną część mojego serca.

0 komentarze:
Prześlij komentarz