Ignorance & Arrogance? Maybe.
To co znajdzie się poniżej nie będzie ani miłe, ani pięknie napisane. Aż bije ignorancją. Bo to mój punkt widzenia i coś o mnie samej.. || I tak tego zapewne nikt nie przeczyta, przerażony ilością tekstu, ale gdzieś musiałam się wyżyć.
Kiedyś z większą łatwością przychodziło mi pisanie notek. Czy to na fbl czy tu. Fbl usunęłam, bo za dużo pospólstwa, które znam tam przypełzło. A co w tym najgorszego, znalazło mnie. Nie lubię faktu, iż niektóre osoby z którymi, mimo iż znikomy ale jednak kontakt mam na co dzień, wiedzą więcej niż wiedzieć powinny. Fakt iż nikt mnie tak naprawdę tu gdzie mieszkam nie zna, daje mi dużą przewagę. Bo co? Ktoś widzi mnie w szkole, na ulicy i już ma wyrobioną teorię na mój temat. Ktoś zamieni ze mną kilka zdań, a już uważa się za eksperta. Żałosne. Nawet osoby z którymi przebywam dłużej nie mają o mnie zielonego pojęcia. A potem zdziwienie, że coś robię nie po ich myśli. W gruncie rzeczy na swój temat wypuszczam tylko tyle informacji, ile jest mi wygodne. Nie raz i te modyfikuję. Przecież wszyscy kłamią nieprawdaż? Tylko w internetowym świecie otwieram się bardziej, nawet szczerzej. To również jest żałosny i pospolity sposób, ale to już część mnie. W końcu trzymanie wszystkiego w sobie również nie jest zdrowe. Dosyć często kończę pewne etapy. Zazwyczaj wiąże się to z dużą zmianą taką jak np. przeprowadzka i zmiana szkoły, po której urwałam kontakt z całym moim dzieciństwem. Zostawiłam może tylko 2 wyjątki. Nie żałuję. Nawet nie chce mi się wspominać mojego dzieciństwa i ludzi, z którymi je dzieliłam. Następnym jest zakończenie szkoły podst. i również zerwanie kontaktów ważniejszych kiedyś dla mnie. Co prawda nie mogę uciec od tego co było, bo mnóstwo ludzi dalej gdzieś się tam przewija, ale nie ma to już wielkiego znaczenia. Tak będzie i również po zakończeniu gimnazjum, które zbliża się ogromnymi krokami. Jestem pewna, że historia znów się powtórzy. Osoby 'z dziś' pójdą w zapomnienie. Może zostanie kilka wyjątków ograniczających się do rozmowy 'hej, co u ciebie? nic.' Liceum mam nadzieję, da mi możliwość odcięcia się od większości tutejszych osób. Już i tak zbyt długo wytrzymałam wśród tej mentalności z niemal anielską cierpliwością. Obecnie już chyba wszystko zaczyna mnie irytować. Przez zwykłe wypowiedzi, po mowę ciała. Żenujące, że ludzie nawet tego nie widzą. A ja od zawsze lubiłam obserwować. Więc nie zdziwię się że numery gg pójdą do kasacji, a na sms'y nawet nie będzie chciało mi się patrzeć. Zapewne jeszcze zostawię to wszystko z ignorancją w oczach i pobłażliwym uśmiechem na ustach. Byle mieć dyplom ukończenia w ręce. Ja się nie przywiązuję. Tylko raz to zrobiłam i płacę do dziś. Nie warto powtarzać błędu. A od obecnego przywiązania i tak się nie uwolnię, więc starczy mi męczarni na jakiś czas. Mi nie zależy. Nie w ten sposób jakiego oczekują inni. I nie jest mi z tego powodu przykro. Przecież wszystko jest warunkowe, tylko czasem nie udaje się nam odgadnąć warunków.
To co poniżej opieram na konkretnym przykładzie, i nie zawsze wszystkich stawiam w tym świetle. Lubię słuchać innych. Nawet ich problemów. Byle były one realnymi problemami, bo inaczej się irytuję.
Ta troska, to przejęcie, to użalanie się... Oh, patetyczne. Bo po co pozbierać się od razu? Przecież można w swoje gierki wciągnąć innych. Byle tylko patrzyli na nas ze współczuciem. Żeby tylko szeptali słówka pocieszenia. Zrobić smutne oczka i zawalić innych swoimi problemami. Ckliwe. [Właśnie dlatego tak mało o sobie mówię.] Problemy dzieci, które wcześniej problemów nie miały, bo po co martwić realiami swoje pociechy. Kompleks przewrażliwionego rodzica, a potem ich dziecka. Prawda boli? Tak. A to tylko jej namiastka. Życie nie toczy się za różowymi okularami. Cieszę się, że zostałam wychowana inaczej i że doświadczenia mam takie a nie inne. Bo to naprawdę jest żałosne. Ostatnio często używam tego słowa. Robić tragedię z niczego. Ludzie to lubią.
Tak mi się wzięło na odreagowanie. A lubię odreagowywać w powyższy sposób. Tydzień w szkole a już mam dość. Lepiej się jednak trzymam niż po feriach. Wtedy dosłownie miałam ochotę rozwalić wszystko w drobny mak.
Konstruktywnie ostatnio robiłam tylko trzy rzeczy. Czytałam, rysowałam i oglądałam.
W czasie wyjazdu, który nawet nie okazał się całkowitą klęską, ale nie chce mi się go teraz opisywać, zaczęłam czytać "Igrzyska Śmierci". Z miejsca się zakochałam. Polecam każdemu, ale najlepiej przed zobaczeniem filmu, bo ten nawet się nie umywa do książki. Cudo. Dawno nie czytałam niczego na papierze. Niczego co byłoby aż tak dobre. Historia przedstawiona oczami głównej bohaterki, więc co za tym idzie, narracja pierwszoosobowa. Moja ulubiona, bo bardziej przystępna. Świat przedstawiony barwnie i szczegółowo, przy czym strony przeznaczone na jego opis nie nudzą nawet swoją ilością. Historia i motyw przewodni pierwszorzędny. Wszytko toczy się szybko, ale konsekwentnie. Nie chcę tu pisać streszczenia, ani nawet opisu samych wydarzeń, bo w google tego mnóstwo. Od siebie dodaję, że lektura naprawdę godna przeczytania. Pierwszą część [bo to trylogia] przeczytałam bodajże w 3 dni. Siłą odrywali mnie od książki. Drugą skończyłam dziś. Czytałam tylko w szkole, ewentualnie trochę w domu. Dalej żyję w święcie areny Igrzysk, więc od razu zabieram się za trzecią część, którą najpierw niestety muszę znaleźć na chomiku. Ale dobre i to. Mam w planach zakup wszystkich części, ale to musi zaczekać.
Oglądanie? Chyba nie muszę mówić. OMEGA DVD i the GazettE DOCUMENTARY w zupełności wystarczą. PORN! PORN! PORN! Za chwilę znów do tego wracam. Kocham ich. Ratują mnie obecnie od wszystkiego.

0 komentarze:
Prześlij komentarz