Szarość.

~  . . .  ~

Szarość. za oknem, w czterech ścianach, siedząc na ławce...
Szarość. w herbacie, kawie, śniadaniu...
Szarość. szary uśmiech, szare słowa, szare czyny...
Szarość. szare zdania, szare spojrzenie, szary oddech...
Szarość. szary dzień, godzina, minuta, sekunda...
Szarość. szara monotonia...
Szarość. szare życie...
Szarość. szarzy ludzie...
Szarość. szare uczucia...
Szarość. szarość. szarość.
Szarość. szare kolory.
Szarość. nic ponad nią.


Czyli tok mojego myślenia podczas popijania porannej kawy  i zagapienia w okno.
Pierwotnie miało inną postać, ale nie spisałam od razu.
Nie mniej lubię moją  'Szarość'.

~  . . .  ~

Za dużo ostatnio myślę. Za dużo... Do zbyt dużej ilości wniosków dochodzę. Nie zawsze mi się owe  podobają. Nie zawsze wychodzę na własną korzyść. Nie lubię tego. Odkąd pamiętam wolę mieć wszytko pod kontrolą. Plan, zamierzenia... Spontaniczność mi daleka. Nie lubię jak wszystko sypie się u podstaw. Nie lubię polegać na innych, bo często zawodzą. Nauczyłam się tego po wielu błędach. Nadaj je popełniam. Tylko już nie ufam w takiej mierze, jak kiedyś. To po prostu nieekonomiczne. Zależności... istniały, istnieją, będą istnieć. Każdy ma jakieś ukryte plany względem drugiej strony. Nie ma bezinteresowności. Szkoda, że moja naiwność przewyższa niekiedy wszystkie normy. Płacę za to. I w podliczeniu wychodzę ujemnie. Taka ma natura. Pracuję nad nią usilnie. Nie zawsze się udaje. Nie zawsze pamiętam, aby się powstrzymać. Nieekonomiczne. Przysparza tylko bólu głowy i innych części ciała.
Hipokryzja również mi obca nie jest... Z jednej strony nie potrzebuję nikogo, a z drugiej i tak przyjemnie mi w gronie osób, które myślą podobnie. Ale to inna bajka. Opierająca się na trochę innych zasadach. Inaczej do tego podchodzę, a i inaczej traktuje takich ludzi. Nie oceniamy? Bzdura! Każdy podlega ocenie poczynając do powierzchowności i kończąc na wrodzonych zachowaniach tejże osoby. Nie kryję się zbyt z tym. Płoszę tym innych lecz cóż zrobić. To już od nich zależy czy chcą ze mną jakiekolwiek zależności tworzyć. Nigdy jednak nie traktuję osoby jak przedmiotu, bo zarzuca mi się to. Do tego się jeszcze nie posunęłam. Zostanę sama? Takie argumenty nawet nie są argumentami. Śmieszą mnie. Mimo wszytko ja również potrafię się dopasować. Tylko musi mi zależeć. I muszę ufać. To nie zdarza się często. Wypleniam moją naiwność. Śmieszne, co niekiedy jestem w stanie zrobić z własnym życiem i do jakich momentów doprowadzić. Nie lubię tego braku doświadczenia... Za to lubię się uczyć i poznawać. Stanie w miejscu jest, uwaga, nieekonomiczne. Śmieszne... czasem zależy mi aż za bardzo. Tylko w takich momentach ludzie, na których mi zależy, są na mnie ślepi. Cóż... koszt własnych decyzji. I własnej hipokryzji...

~  . . .  ~

Konsekwentnie robię teraz cztery rzeczy:
- czytam [norma 2 książki, każda ponad 400 stron na tydzień. właśnie jestem w 2/3 ostatniej części wydanej przez R.Kosika, a zaczęłam wczoraj. Trylogia S.Collins zakończona.]
- rysuję [nowy szkicownik, nowe szkice. nie ruszam się bez niego z domu. ostatnio głównie wilki. mam słabość do tych zwierząt. 'majestatyczne i intrygujące' jak kiedyś usłyszałam. w pełni się zgadzam. mam zamiar wstawić tu kilka prac, ale to w następnym tygodniu bodajże. i zaczęłam Ruki'ego z COCKROACH, ale nie wiem kiedy uda mi się go skończyć. jeszcze ten rysunek na zamówienie. a w zasadzie dwa...]
- rozmawiam i bywam na gg [dotyczy jednej osoby]
- tumblr. [bardzo mnie jedna rzecz wczoraj rozbawiła... tumblr jest po to by uwolnić się od znajomych 'na co dzień', a oni proponują celowe ich znajdowanie. hahaha. to się trochę z celem mija :>]

Moje włosy wołają o pomstę do nieba. W następnym tygodniu koniecznie fryzjer [częstotliwość pojawiania się mnie u niego wynosi 2 razy do roku, taka ze mnie kobieta.] Tym razem muszę pomyśleć o cięciu pod zapuszczanie. Wygolony bok mi tego nie ułatwi. I chyba poproszę o turkusowe końcówki. Mama nawet wyraża aprobatę : >

Do takiej postaci chcę zapuścić. Dłuższe są mało wygodne.
Przynajmniej z grzywką będzie łatwiej.

Ewentualnie tak. Haha. znów przyjdę z męskim zdjęciem do fryzjera ♥
Choć i tak nic nie pobije Izzy'iego Hiltona.


Zapowiada się bardzo pracowity weekend. Nie tyle chodzi o obowiązki domowe, co o pisanie pracy na temat moralności i etyki. Już jutro początek przeglądania materiałów. W sumie to podoba mi się owe zamierzenie. I myślę, że spodoba się efekt końcowy. Tylko cóż zrobić z moim podejściem... Coś wymyślę.

Wracam do 'Another' i kończenia cieniowania sierści.

listening to:
~  Plastic Tree - Chim Chim Cher-ee 

Nothing special.

~  . . .  ~
Uwielbiam spacery.
Uwielbiam burzę i wiatr.
Uwielbiam nocne rozmowy.
Uwielbiam zdania tworzone przy zamykających się ze zmęczenia oczach. Mają coś w sobie.
Uwielbiam chwile w których mogę być całkowicie szczera. Być sobą.
Może i wydaje się być to płytkie. Bo to w końcu tylko rozmowa. Ot nic niezwykłego dla 99% ludności. Ale gdy  swój kontakt z innymi ogranicza się do minimum, a przy okazji nagina prawdę na każdej możliwej płaszczyźnie, chwile podobne do obecnych wydają się być przyjemną odskocznią. Dużą rolę gra tu poznanie. Notabene trwające od najmłodszych lat. W sumie będzie ich już kilkanaście. Wartościowe, nie powiem.
Sytuacja nader dziwna. Trochę trudno mi w to wszytko wierzyć...No ale po drugiej stronie kabla ktoś siedzi.
Ktoś znajomy. I tego jestem pewna. Lubię tą świadomość...

Ostatnio częściej wychodziłam z domu. I o dziwo nie tylko w towarzyskie własnej osoby. Nie ważne, że mogę się prawie całkowicie nie odzywać. Lubię słuchać. Nigdy za to niczego nikomu nie poradzę. Jestem w tym beznadziejna. A tekstu 'będzie dobrze' w moim słowniku się nie znajdzie. Mimo to te dwie chwile były przyjemne. Jedna szczególnie. Potrzebowałam tego. Poczuć, że ktoś jest obok. Dziwnie to brzmi. Mniejsza. Czasem właśnie czegoś takiego mi brakuje... Mimo mojego przyzwyczajenia do samotności. No ale i tak preferuję swój ciemny pokój.

Bardzo ciężko mi się piszę tą notkę. Nie mam dziś jakiegoś większego tematu do omówienia, a chciałam napisać że żyję, bo dawno mnie tu nie było [teraz jak patrzę na swoje zaangażowanie, to wiem że projekt 365 dni nie miał prawa przetrwać]. O.. jakby komuś wgl zależało. lol. no ależ oczywiście... W sumie to jestem ledwo żywa, bo mało ostatnio śpię, z powodów dla mnie ważniejszych niż sen. Ale co tam. Kawa love ♥ 
Ostatnio dużo się działo. Zbyt dużo. I zbyt dużo wyszło na jaw. Nie jestem z tego zadowolona. Powtórka z rozrywki... Za głupotę trzeba niestety płacić. Bo przecież żyję 'w rodzinie'... Oczywiście. Szkoda, że ludziom mylą się niektóre pojęcia. Ale nie czas teraz aby to roztrząsać.

~  . . .  ~

Spędziłam ostatnio trochę czasu z photoshopem i przerobiłam część grudniowych zdjęć z cospaly'u a'la Sebastian z Kuroshitsuji. Czarno-białe zdjęcia mają w sobie zdecydowanie więcej magii niż kolorowe.
Efekty poniżej.
 Już kiedyś publikowałam gdzieś kilka tych zdjęć, ale większość wciąż znajduje się na moim dysku.
Polecam większy format [kliknąć na zdjęcie]
Gdyby ktoś miał wątpliwości... to ja.
10.12.2011








Chyba nic bardziej konstruktywnego dziś nie mam do przekazania. Może potem coś tu zmienię, lub dodam. Zapewne.
Może pójdę pisać zaległe odpowiadanie... Nie. Sen jest mi bardziej potrzebny.
Życzę dobrej nocy.

listening to:
~  雅-MIYAVI- - GRAVITY 
~  雅-MIYAVI-  MOON 
~  雅-MIYAVI- SHELTER 

Ignorance & Arrogance? Maybe.

To co znajdzie się poniżej nie będzie ani miłe, ani pięknie napisane. Aż bije ignorancją. Bo to mój punkt widzenia i coś o mnie samej.. || I tak tego zapewne nikt nie przeczyta, przerażony ilością tekstu, ale gdzieś musiałam się wyżyć.

Kiedyś z większą łatwością przychodziło mi pisanie notek. Czy to na fbl czy tu. Fbl usunęłam, bo za dużo pospólstwa, które znam tam przypełzło. A co w tym najgorszego, znalazło mnie. Nie lubię faktu, iż niektóre osoby z którymi, mimo iż znikomy ale jednak kontakt mam na co dzień, wiedzą więcej niż wiedzieć powinny. Fakt iż nikt mnie tak naprawdę tu gdzie mieszkam nie zna, daje mi dużą przewagę. Bo co? Ktoś widzi mnie w szkole, na ulicy i już ma wyrobioną teorię na mój temat. Ktoś zamieni ze mną kilka zdań, a już uważa się za eksperta. Żałosne. Nawet osoby z którymi przebywam dłużej nie mają o mnie zielonego pojęcia. A potem zdziwienie, że coś robię nie po ich myśli. W gruncie rzeczy na swój temat wypuszczam tylko tyle informacji, ile jest mi wygodne. Nie raz i te modyfikuję. Przecież wszyscy kłamią nieprawdaż? Tylko w internetowym świecie otwieram się bardziej, nawet szczerzej. To również jest żałosny i pospolity sposób, ale to już część mnie. W końcu trzymanie wszystkiego w sobie również nie jest zdrowe. Dosyć często kończę pewne etapy. Zazwyczaj wiąże się to z dużą zmianą taką jak np. przeprowadzka i zmiana szkoły, po której urwałam kontakt z całym moim dzieciństwem. Zostawiłam może tylko 2 wyjątki. Nie żałuję. Nawet nie chce mi się wspominać mojego dzieciństwa i ludzi, z którymi je dzieliłam. Następnym jest zakończenie szkoły podst. i również zerwanie kontaktów ważniejszych kiedyś dla mnie. Co prawda nie mogę uciec od tego co było, bo mnóstwo ludzi dalej gdzieś się tam przewija, ale nie ma to już wielkiego znaczenia. Tak będzie i również po zakończeniu gimnazjum, które zbliża się ogromnymi krokami. Jestem pewna, że historia znów się powtórzy. Osoby 'z dziś' pójdą w zapomnienie. Może zostanie kilka wyjątków ograniczających się do rozmowy 'hej, co u ciebie? nic.' Liceum mam nadzieję, da mi możliwość odcięcia się od większości tutejszych osób. Już i tak zbyt długo wytrzymałam wśród tej mentalności z niemal anielską cierpliwością. Obecnie już chyba wszystko zaczyna mnie irytować. Przez zwykłe wypowiedzi, po mowę ciała. Żenujące, że ludzie nawet tego nie widzą. A ja od zawsze lubiłam obserwować. Więc nie zdziwię się że numery gg pójdą do kasacji, a na sms'y nawet nie będzie chciało mi się patrzeć. Zapewne jeszcze zostawię to wszystko z ignorancją w oczach i pobłażliwym uśmiechem na ustach. Byle mieć dyplom ukończenia w ręce. Ja się nie przywiązuję. Tylko raz to zrobiłam i płacę do dziś. Nie warto powtarzać błędu. A od obecnego przywiązania i tak się nie uwolnię, więc starczy mi męczarni na jakiś czas. Mi nie zależy. Nie w ten sposób jakiego oczekują inni. I nie jest mi z tego powodu przykro. Przecież wszystko jest warunkowe, tylko czasem nie udaje się nam odgadnąć warunków.

~  . . .  ~

To co poniżej opieram na konkretnym przykładzie, i nie zawsze wszystkich stawiam w tym świetle. Lubię słuchać innych. Nawet ich problemów. Byle były one realnymi problemami, bo inaczej się irytuję.

Ta troska, to przejęcie, to użalanie się... Oh, patetyczne. Bo po co pozbierać się od razu? Przecież można w swoje gierki wciągnąć innych. Byle tylko patrzyli na nas ze współczuciem. Żeby tylko szeptali słówka pocieszenia. Zrobić smutne oczka i zawalić innych swoimi problemami. Ckliwe. [Właśnie dlatego tak mało o sobie mówię.] Problemy dzieci, które wcześniej problemów nie miały, bo po co martwić realiami swoje pociechy. Kompleks przewrażliwionego rodzica, a potem ich dziecka. Prawda boli? Tak. A to tylko jej namiastka. Życie nie toczy się za różowymi okularami. Cieszę się, że zostałam wychowana inaczej i że doświadczenia mam takie a nie inne. Bo to naprawdę jest żałosne. Ostatnio często używam tego słowa.  Robić tragedię z niczego. Ludzie to lubią.

~  . . .  ~

Tak mi się wzięło na odreagowanie. A lubię odreagowywać w powyższy sposób. Tydzień w szkole a już mam dość. Lepiej się jednak trzymam niż po feriach. Wtedy dosłownie miałam ochotę rozwalić wszystko w drobny mak.
Konstruktywnie ostatnio robiłam tylko trzy rzeczy. Czytałam, rysowałam i oglądałam.
W czasie wyjazdu, który nawet nie okazał się całkowitą klęską, ale nie chce mi się go teraz opisywać, zaczęłam czytać "Igrzyska Śmierci". Z miejsca się zakochałam. Polecam każdemu, ale najlepiej przed zobaczeniem filmu, bo ten nawet się nie umywa do książki. Cudo. Dawno nie czytałam niczego na papierze. Niczego co byłoby aż tak dobre. Historia przedstawiona oczami głównej bohaterki, więc co za tym idzie, narracja pierwszoosobowa. Moja ulubiona, bo bardziej przystępna. Świat przedstawiony barwnie i szczegółowo, przy czym strony przeznaczone na jego opis nie nudzą nawet swoją ilością. Historia i motyw przewodni pierwszorzędny. Wszytko toczy się szybko, ale konsekwentnie. Nie chcę tu pisać streszczenia, ani nawet opisu samych wydarzeń, bo w google tego mnóstwo. Od siebie dodaję, że lektura naprawdę godna przeczytania. Pierwszą część [bo to trylogia] przeczytałam bodajże w 3 dni. Siłą odrywali mnie od książki. Drugą skończyłam dziś. Czytałam tylko w szkole, ewentualnie trochę w domu. Dalej żyję w święcie areny Igrzysk, więc od razu zabieram się za trzecią część, którą najpierw niestety muszę znaleźć na chomiku. Ale dobre i to. Mam w planach zakup wszystkich części, ale to musi zaczekać.


A oto i ja na wyjeździe z rodziną.
Baardzo się integrowałam. Zapewne.
Moja stała poza przez prawie 4 dni.

Co do rysowania to dwa nowe portrety Ruki'ego zawitały w mojej teczce, a Aoi'ego kończę. Kocham papier kredowy ♥

Oglądanie? Chyba nie muszę mówić. OMEGA DVD i the GazettE DOCUMENTARY w zupełności wystarczą. PORN! PORN! PORN! Za chwilę znów do tego wracam. Kocham ich. Ratują mnie obecnie od wszystkiego.


Oh URUHA!
Just like porn!


I znów nie odpowiadam. I znów mam lenia. I znów zacznie się zapieprz z nauką.
I znów mam dość. I znów boli.

Mam problem z samokontrolą. I to poważny.  
A stłuczone szkło wcale nie pomaga.

listening  to:
~ the GazettE 

There are no more punk heroes.

~  . . .  ~

Poprzednią notkę jednak zostawiam. Może potem coś zmienię. Teraz nie mam czasu ani chęci.

Wolne ma swoje plusy jak i minusy. Wolne z rodziną to głównie minusy. A u mnie na największy minus składa się jutrzejszy wyjazd w okolice Zakopanego, do rodziny, której w życiu na oczy nie widziałam. W sumie nic by się nie stało jakbym ich wgl nie poznała, ale cóż... Nie mam nic do gadania. Tak też więc przez 4 [?] dni będę męczyć się jeszcze bardziej niż obecnie. Pomysł z basenami termalnymi trochę mnie przeraża. Ewentualnie mogę siedzieć na leżaku w swetrze. Zawsze spoko. Ha ha... za swoje czyny trzeba płacić. Plusem są zgrane 4 odcinki House'a i koncert DIM SCENE na mp4. Nie mówię już jaką dla mnie męczarnią było wczorajsze wywalanie piosenek, aby uzyskać miejsce na owe wmv. Z 1000 mp3 zeszłam do 650. I więcej NIE MOGŁAM usunąć. Za bardzo jestem przywiązana do niektórych piosenek. Kocham jakość wyświetlania w tej mp4. Warto było wydać trochę więcej. Szczegóły lepsze niż na lapku ♥

Zapuszczanie przeze mnie włosów brzmi jak oksymoron. Nie ma szans przetrwać. Dlatego też pod wpływem impulsu wygoliłam w sobotę lewy bok włosów. Kawałek bo kawałek, ale o włosach jak Ryutaro mogę na razie zapomnieć. Choć i tak mi się podoba. 

W poniedziałek wybrałam się z Catharinee na zdjęcia.
To nic że było 40 stopni w słońcu. 3km spacer w długich spodniach love ♥
Ale lubię efekty.
A owe poniżej.






Jest ich wiele, wiele więcej, ale póki co dodaję tylko te, które udało mi się obrobić. Moja twarz na każdym zdjęciu.
Stare, opuszczone, wyniszczałe domy to cudowna sceneria pod zdjęcia.

~ .  . .  ~

Mój stan emocjonalny jest... nie ma go. Chyba nie chcę tu o tym pisać, bo i wiele się nie zmienia. Ostatnio tylko trochę otworzyłam się przed jedną, może dwoma osobami. W tym ta jedna jest znacznym powodem tego wszystkiego. Cóż za paradoks. Lubię paradoksy. Idealnie mnie odzwierciedlają. Nie chcę tego kończyć... mimo wszytko lubię ból z tym związany. I lubię udawanie, iż pewne słowa nie zostały powiedziane, że w tym wszystkim nie widać uczuć. Z resztą... jaką ja mam niby gwarancję, że pamięta. I tak na temat tamtego wieczora/nocy nie padły żadne słowa. Może to lepiej? Nie wiem. Mimo to rozrywa mnie jak o tym wszystkim myślę. Nie potrafię. Nie chcę. Nie mogę. Chcę żeby była. W jakikolwiek sposób. Ale żeby była, nawet jeśli jej grafik nie uwzględnia mnie. Nienawidzę siebie, jeśli chodzi o kwestię uczuć. Nawet sama tego wszystkiego nie rozumiem. Tym bardziej nie będę tłumaczyła tego innym. Zostańmy przy 'nie dzieje się nic'. To najbezpieczniejsze.

Tymczasem... brak mnie w internetowym świecie przez kolejnych kilka dni. Dziękuję, do widzenia.
Ciekawa jestem, czy ktokolwiek wgl czyta te zdania przeze mnie tworzone... Ok. Rozmyślania pozostawiam na inną porę dnia.


Jeszcze tylko 7 dni do wydania DVD z OMEGI !
tak, tak, tak! nie mogę się doczekać.
i chcę ten film dokumentalny o the GazettE, który leciał ostatnio w Fuji NEXT TV


~  . . .  ~




 ~ hide ~
WE STILL REMEMBER
...to już 14 lat...
niesamowici ludzie odchodzą zbyt szybko.


listening to:
~ the GazettE - Ganges ni akai bara