day 43-44-45.
ujęcia dzisiejszego wieczorno/nocnego spaceru. nie mogłam wytrzymać w domu, który stawał dziś na głowie. niech sobie robią generalne porządki, ale beze mnie. szczególnie jeśli o ubraniach mowa.
zastanawia mnie fakt, jak mocno dążymy do destrukcji. jak bardzo sami pozbawiamy się środków do życia. nowe osiedla, domy, inwestycje, zakłady, budynki... nigdy nie byłam zwolenniczką tez ekologów ale gdy patrzę jak bardzo ludzie niszczą, to co jest nam dane tylko raz, jest mi wstyd za to, że urodziłam się człowiekiem. jesteśmy wstrętnymi pasożytami. w dziejach Ziemi może i nie znaczymy wiele, bo w końcu nasze istnienie to tylko ułamek lat, jakie ma wszechświat ale to dzięki naszym poczynaniom chociażby ta planeta umiera. spacerując dziś zarówno przez pola, las, osiedla mieszkalne znów analizowałam. zawsze tam gdzie pojawiał się człowiek, był też asfalt, kamienie i rozjeżdżone drogi. była masa śmieci i dymu. rasa ludzka to chyba jedno z najgorszych przekleństw jakie pojawiły się w drodze ewolucji. ale i tak zbyt mało osób ma czas aby stanąć i popatrzeć do czego tak naprawdę zmierzamy. bo po co... w końcu trzeba inwestować, kupować, sprzedawać, produkować... handel nakręcają bezmyślni konsumenci. o zgrozo... tych jest statystycznie 75% ludności świata. a potem nagle przyjdzie wielkie przebudzenie. wmiesza się w to polityka, akcje społeczne etc. i znów nic tak naprawdę się nie zrobi. bo po co... to nieopłacalne dla rządów. po co zmieniać coś, co przynosi wystarczające zyski ? tylko podniesiemy jeszcze cenę benzyny i innych produktów... ludzie to ślepe pasożyty. nie widzą że za jakiś czas to wszytko tak po prostu się skończy. ale 'to mnie nie dotyczy, sprawa dotknie dalsze pokolenia' i tak powtarzane jest od kilku stuleci.
jedno jest pewne... zgliszcza i pozostałości po rasie ludzkiej, które pod wpływem czasu obrócą się w proch, będą musiały wyglądać co najmniej 'artystycznie'. na myśl przychodzi mi film "Jestem legendą"... idealne odzwierciedlenie przyszłości. to nie jest science-fiction.
tyle z dzisiejszego 'ja we wszechświecie'.
zdjęcia są mojego autorstwa.
poprzednie dni nie należały do przyjemnych. zmęczenie towarzyszy mi 24/7 ale to i tak nie jest najgorsze... nienawidzę monotonii. naprawdę. najgorszym jest, że nawet jeśli chcę, to nie mogę zwalczyć jej tak jakbym planowała.
może i to nie było dla niej przyjemne ale lepiej zapobiegać niż leczyć. ja nie potrzebuję jej w swoim życiu, ona tylko musi sobie uświadomić, że nie potrzebuje mnie. dobrze że sprawa jest wyjaśniona. nie chcę tracić czasu na tworzenie relacji z kimś, z kim nie czuję żadnej więzi... a ja to potrafię wyczuć. i wiem kiedy się wycofać. nie lubię męczyć się tylko dla tego, aby zachować jakiekolwiek pozory. czysta ekonomia. kolejna przywara ludzka. i nie. nie jest mi przykro z tego powodu. nie zadziałają na mnie zdania 'nie znasz mnie. ja pomogę ci się zmienić. musisz tylko...'. nie. ja nie chcę się zmieniać tak jak życzą sobie tego inni. i nic nie muszę. mogę. a 'móc' nie zawsze równa się 'chcieć'. irytuje mnie taka postawa. bo na tym świecie nie ma bezinteresowności. altruizm to przecież ukryty egoizm.
trochę inaczej ma się sprawa, gdy mi zależy... ale to inna bajka. i zupełnie inna sytuacja. nie na teraz. i trochę mi... nie wiem. przykro ? bo liczę na choćby krótką odpowiedź na gg ? nie wiem. nie chcę być nachalna. naprawdę.
a jutro... zapowiada się ciekawy dzień z panem M. ale efekty dopiero w najbliższych dniach.
jestem ciekawa jak tak u ciebie głupolu ♥
tymczasem zasypiam.
listening to:
~ Plastic Tree - 空中ブランコ



0 komentarze:
Prześlij komentarz