day 40-41-42

ok. chodzę do szkoły ! to z nowości. tylko dziś nie byłam bo miałam konkurs chemiczny.
ostatnimi czasy sama się dziwię ilości godzin które spędzam w domu. nie specjalnie oczywiście.
poważne konkursy = przygotowanie
przygotowanie = osłabiona odporność
osłabiona odporność = choroba
choroba = dom/łóżko
i koło się zatacza.
w nauce się nie opuszczam, a nawet niekiedy idzie mi lepiej. przyjemny paradoks.
tyle o szkole i przypuszczeniach innych dotyczących moich 'celowych wagarów'.

dziś... rano mdlałam. nienawidzę tych zawrotów głowy i cieni przed oczami. na konkursie zdarzyło mi się to chyba dwa razy podczas testu teoretycznego. co do konkursu to przygotowana byłam wątpliwie, więc wynik jest jaki jest. nie jest jednak tragicznie. nie nastawiałam się na to poważnie. nie mam już sił po biologii. w zasadzie teraz żyję tak... bezosobowo. muszę poświęcić uwagę przygotowaniu do testów i codziennym sprawom. nie planuję już niczego większego. i tak nie miałabym na to sił.
podobają mi się praktyczne ćwiczenia w laboratorium. bardzo. doświadczenia to świetna sprawa. ubolewam nad tym, że przez brak czasu w szkołach się od nich odchodzi.
+ ciekawym jest spotkać tyle znajomych twarzy po kilku latach. moja nienawiść do tej dziewczyny nie zmalała ani o jeden procent. a ona wgl się nie zmieniła. dalej wygląda na 10/11 lat :D


kawa to cudowny wynalazek natury. przyprawy korzenne również. a w połączeniu...


chyba zaczynam się martwić. może i dziwne w moim przypadku, ale brak znaku życia od osoby, która mimo iż jest mi mało znajoma, a na której mi w jakiś sposób zależy, powoduje u mnie dziwne myśli. albo może po prostu chodzi o czas... nie wiem. nie chcę być nachalna, bo sama tego nienawidzę. ale... to inny przypadek. w to chyba chcę się zaangażować...
no i brakuje mi tych rozmów. to muszę przyznać.
Hime... jesteś gdzieś tam jeszcze ?
[przepraszam, jeżeli wyda ci się to głupim..]


listening go:
~ the GazettE - Defective Tragedy

0 komentarze:

Prześlij komentarz